Gdyby to czy dany film mi się podoba czy nie było faktem decydującym przy pisaniu o nich, o tych, które mi się nie podobały nie pisałabym wcale. W wypadku tego zrobię wyjątek, głównie dlatego, że niedługo trafi do kin, i a nuż kogoś z Was najdzie ochota na kupienie biletu. Dlatego mówię Wam teraz: nie kupujcie, bo tylko zmarnujecie pieniądze.
Główny bohater filmu, młody żołnierz George, właśnie wrócił z frontu i bez grosza przy duszy próbuje szczęścia w Paryżu. Brzmi ciekawie, gdyby nie to, że na tym jednym zdaniu mogłabym zakończyć opowieść o całej fabule filmu. Celem "Uwodziciela" było pewnie pokazanie historii młodego chłopaka, który ze strachu przed biedą zatraca wszelkie morale, ale zamiast wyszedł z tego zlepek ciasnych kadrów skupionych na twarzy Pattinsona (bądź innych aktorów, raz na jakiś czas), który albo ma minę wielce boleściwą, albo pseudo-uwodzicielską albo uśmiecha się w iście nieodpowiednich momentach (chociażby kiedy mąż jednej z bohaterek leży na łożu śmierci). Uwodzenia w jego wykonaniu też zbyt wiele nie zaznacie - bohater Pattinsona nie wysila się zbytnio w tym aspekcie, gdyż ląduje w łóżku z każdą damą, która tylko na niego spojrzy. A kolejność lądowania jest zależna od aktualnych interesów naszego młodego żołnierza. Kurtyna opada, the end.
Trochę (co ja piszę - nawet bardzo) smuci mnie fakt, że cały czas przesiedziany w sali kinowej spędziłam na czekaniu aż na ekranie coś się w końcu wydarzy. Nie doczekałam się. I tylko trzy maleńkie plusiki nalezą się głównym damom (Thurman, Ricci i Scott Thomas), chociaż nawet ich talent nie zdołał mnie uratować przed zaziewaniem się na śmierć.

Mam to do siebie, że przeczytawszy Twoją negatywną opinię, jeszcze bardziej jestem tego filmu ciekawa. Muszę sobie sama zdanie wyrobić :D Aczkolwiek posłucham się Twojej rady i do kina nie pójdę, bo pieniążków to może faktycznie szkoda;)
OdpowiedzUsuń